Ileż można było przegrywać? Pytała po każdej porażce. Hańbili barwy. Przed sezonem przewidywali im wcześnie zdobyte mistrzostwo. O jakże boleśnie to teraz brzmiało.
Puchar Polski był słabą nagrodą pocieszenia. Tydzień później płakała otwarcie na stadionie, patrząc, jak z hukiem upada mit silnej Legii. Bzdura. Pośmiewisko. Wstyd.
Już prawie go sprzedali. Zaskakująca oferta. Tak jakby był drogocenną rzeczą, a nie człowiekiem. O ile przez długie pół roku poczuła się lepiej, to teraz znów sięgnęła tego uczucia załamania. Spadała w dół. I chociaż przy niej był, nie umiał się temu przeciwstawić. Choć tak bardzo chciał.
***
Czuł się dziwnie, przekraczając próg jej mieszkania. Przeraziła go cisza, a dobrze wiedział, że Jagoda jest w domu. Ale nic nie przeraziło go bardziej niż widok bladej dziewczyny trzymającej się za głęboko rozciętą dłoń i zakrwawionych płytek wokół niej. Ostatkami sił stała, oparta o blat szafki.
- Jagoda, co tu się stało? - sam ledwie usłyszał to pytanie. Strach odebrał mu silniejszy głos.
Obdarzyła go błędnym , pustym spojrzeniem. I uśmiechnęła się, zupełnie słabo, z bólem.
- Wykrwawiam się dla ciebie.
Wziął ją na ręce i zaniósł do łazienki, by przemyć i opatrzyć ranę. Była na wpół świadoma. Płakał, jak dziecko. Patrzyła na niego rozmarzonym, półprzytomnym spojrzeniem.
- Błagam - szepnęła - Błagam, nie zabieraj mnie do szpitala. Chcę zostać tutaj. Zaraz minie.. - powtarzała spokojnie.
- Jagódka.. - wychrypiał, gładząc ją po policzku. Skrzywiła się nieznacznie.
- Błagam, Ondrej...
Westchnął ciężko. Zaniósł ją na łóżko i okrył kocem. Wyglądała przerażająco blado, aż bał się na moment ją opuścić. Trzymał ją za zdrową rękę i ostrożnie bawił się jej palcami.
- Popatrz na mnie.
Mówił to za każdym razem, gdy próbowała zasnąć. Patrzyła na niego posłusznie z wyczekiwaniem. Czuła, że chce coś powiedzieć, ale bardzo się boi.
- Co chcesz mi powiedzieć? - wysiliła się na w miarę radosny ton. Posmutniał nagle i spuścił głowę.
Resztka dobrego humoru opuściła Jagodę. Zacisnęła usta w wąską kreskę i czekała. Zerkał na nią niepewnie i co chwila otwierał usta, by coś powiedział, ale zaraz je zamykał, czym ponownie ją rozbawił.
- Nie przeżyłbym, gdyby coś ci się stało, rozumiesz, wariatko? Skazałabyś mnie na potępienie, życie bez celu - powiedział z trochę większą złością niż zamierzał - Zakochałem się w tobie i nie pozwolę, żebyś cierpiała. Nie pozwolę.
Nie spodziewał się, że przyjdzie mu to tak łatwo. W milczeniu obserwował jej reakcję.
Czy właśnie tego oczekiwała? Nie była do końca pewna. Słowa docierały do niej powoli, po prostu nie mogła w to uwierzyć.
- Kochasz mnie? - zapytała, całkiem niedowierzając.
- Długi czas kochałem cię tak bardzo nieporadnie - uśmiechnął się - zupełnie nieświadomie. Może nawet już wtedy, gdy rozstawałem się z Noriką. Ale nic wtedy nie wiedziałem.
- A teraz?
- Teraz rozumiem, dlaczego w niedzielę wieczorem brakuje mi twojego uśmiechu, dlaczego rano przytłacza mnie cisza, a nie słyszę, jak zaaferowana robisz sobie herbatę, bo na śniadanie nie masz czasu. Czemu wracając z treningu rozglądam się z nadzieją, że cię zobaczę i zabiorę do domu... lub dlaczego jeden konkretny zapach perfum kojarzy mi się z tym, jak zasypiałaś mi w ramionach.
- Jestem tak bardzo twoja - wyszeptała i zamrugała szybko oczami, by ukryć łzy.
- Moja. Moja kruszynka - powiedział i popatrzył na nią tak, jak każda dziewczyna chciałaby, by chłopak tak na nią spojrzał.
Uniosła się na łokciach i usiadła. Drżał jej podbródek i próbowała się nie rozpłakać. Marzenie się spełniało. Tak bardzo potrzebowała jego silnych ramion, w których mogłaby znaleźć upragnione ciepło. Choć na chwilę, by przez ułamek sekundy żyć w pięknym złudzeniu, że wszystko się uda. Mediolan czekał.
- Możesz mnie przytulić? - zapytała nieporadnie. Objął ją mocno, a ona się rozpłakała. Całkowicie. Puściły hamulce. Jeszcze nigdy tak rozpaczliwie przy nim nie płakała, aż chwilami brakowało jej tchu. Musiała się oczyścić z trucizny strachu, która wyniszczała ją każdego dnia.
Dopiero, gdy się uspokoiła, całkiem wyczerpana, mogła zadać kolejne pytanie.
- Ale co masz zamiar zrobić dalej? Nie zostaniesz w Warszawie.
Ujął jej drobniutką dłoń w swoje.
- Przegrałem ten sezon. Nie mogę przegrać ciebie.
Złożył czuły pocałunek na jej czole. Zacisnęła palce na jego koszulce. Bolało. Wymarzona chwila bolała bardziej, niż się spodziewała. Przymknęła oczy i ostrożnie kołysana przez Ondreja, powoli zasnęła. A on długo trzymał ją w ramionach, aż pojawili się jej rodzice. Przepraszał ich, tak bardzo nieskładnie, bo starał się powstrzymać napływające łzy. Zrozumieli. Wciąż w szoku dziękowali mu, że troskliwie się nią zajął. Widzieli tą miłość. Najczystszą, we łzach Ondreja, w nikłym uśmiechu Jagody, która spała. Zasługiwali na bycie szczęśliwymi.
__________________________________________________________________
Tak. Nareszcie.
Nareszcie jesteś Ty i jest rozdział. Rozdział genialny, cudowny, naprawdę :) To co się w nim działo troche mnie zszokowało, ale końcówka była świetna. Czekam na kolejne rozdziały tutaj :)
OdpowiedzUsuńP.S jest to jedno z moich ulubionych opowiadań zdecydowanie ♥
Przepraszam za Spam, ale podobno reklama-dźwignią handlu :)
OdpowiedzUsuń'Zamierasz. Tylko on poznał całą prawdę. Chcesz go zawołać, ale jego imię zamiera ci na malinowych wargach.' Zapraszam na zagubionych. Z Poznaniem w tle :)
Lette
www.bledne-drogi.blogspot.com