wtorek, 4 sierpnia 2015

rozdział dwunasty: wykrwawiam się dla ciebie

    Nie wierzyła w to, co działo się na Łazienkowskiej. To nie była jej Legia. Tak jakby ktoś ich podmienił. Bezradne dzieci we mgle, które nie umiały się odnaleźć po trudnej zimie. Bez Rado pozostała drużyna wegetująca, bez serca, licząca na cud.
  Ileż można było przegrywać? Pytała po każdej porażce. Hańbili barwy. Przed sezonem przewidywali im wcześnie zdobyte mistrzostwo. O jakże boleśnie to teraz brzmiało.
   Puchar Polski był słabą nagrodą pocieszenia. Tydzień później płakała otwarcie na stadionie, patrząc, jak z hukiem upada mit silnej Legii. Bzdura. Pośmiewisko. Wstyd.
     Już prawie go sprzedali. Zaskakująca oferta. Tak jakby był drogocenną rzeczą, a nie człowiekiem. O ile przez długie pół roku poczuła się lepiej, to teraz znów sięgnęła tego uczucia załamania. Spadała w dół. I chociaż przy niej był, nie umiał się temu przeciwstawić. Choć tak bardzo chciał.
***
    Czuł się dziwnie, przekraczając próg jej mieszkania. Przeraziła go cisza, a dobrze wiedział, że Jagoda jest w domu. Ale nic nie przeraziło go bardziej niż widok bladej dziewczyny trzymającej się za głęboko rozciętą dłoń i zakrwawionych płytek wokół niej. Ostatkami sił stała, oparta o blat szafki. 
- Jagoda, co tu się stało? - sam ledwie usłyszał to pytanie. Strach odebrał mu silniejszy głos.
Obdarzyła go błędnym , pustym spojrzeniem. I uśmiechnęła się, zupełnie słabo, z bólem. 
- Wykrwawiam się dla ciebie.
  Wziął ją na ręce i zaniósł do łazienki, by przemyć i opatrzyć ranę. Była na wpół świadoma. Płakał, jak dziecko. Patrzyła na niego rozmarzonym, półprzytomnym spojrzeniem.
- Błagam - szepnęła - Błagam, nie zabieraj mnie do szpitala. Chcę zostać tutaj. Zaraz minie.. - powtarzała spokojnie.
- Jagódka.. - wychrypiał, gładząc ją po policzku. Skrzywiła się nieznacznie.
- Błagam, Ondrej...
   Westchnął ciężko. Zaniósł ją na łóżko i okrył kocem. Wyglądała przerażająco blado, aż bał się na moment ją opuścić. Trzymał ją za zdrową rękę i ostrożnie bawił się jej palcami.
- Popatrz na mnie.
    Mówił to za każdym razem, gdy próbowała zasnąć. Patrzyła na niego posłusznie z wyczekiwaniem. Czuła, że chce coś powiedzieć, ale bardzo się boi.
- Co chcesz mi powiedzieć? - wysiliła się na w miarę radosny ton. Posmutniał nagle i spuścił głowę.
Resztka dobrego humoru opuściła Jagodę. Zacisnęła usta w wąską kreskę i czekała. Zerkał na nią niepewnie i co chwila otwierał usta, by coś powiedział, ale zaraz je zamykał, czym ponownie ją rozbawił.
- Nie przeżyłbym, gdyby coś ci się stało, rozumiesz, wariatko? Skazałabyś mnie na potępienie, życie bez celu - powiedział z trochę większą złością niż zamierzał - Zakochałem się w tobie i nie pozwolę, żebyś cierpiała. Nie pozwolę.
    Nie spodziewał się, że przyjdzie mu to tak łatwo. W milczeniu obserwował jej reakcję.
    Czy właśnie tego oczekiwała? Nie była do końca pewna. Słowa docierały do niej powoli, po prostu nie mogła w to uwierzyć.
- Kochasz mnie? - zapytała, całkiem niedowierzając.
- Długi czas kochałem cię tak bardzo nieporadnie - uśmiechnął się - zupełnie nieświadomie. Może nawet już wtedy, gdy rozstawałem się z Noriką. Ale nic wtedy nie wiedziałem.
- A teraz?
- Teraz rozumiem, dlaczego w niedzielę wieczorem brakuje mi twojego uśmiechu, dlaczego rano przytłacza mnie cisza, a nie słyszę, jak zaaferowana robisz sobie herbatę, bo na śniadanie nie masz czasu. Czemu wracając z treningu rozglądam się z nadzieją, że cię zobaczę i zabiorę do domu... lub dlaczego jeden konkretny zapach perfum kojarzy mi się z tym, jak zasypiałaś mi w ramionach.
- Jestem tak bardzo twoja - wyszeptała i zamrugała szybko oczami, by ukryć łzy.
- Moja. Moja kruszynka - powiedział i popatrzył na nią tak, jak każda dziewczyna chciałaby, by chłopak tak na nią spojrzał.
    Uniosła się na łokciach i usiadła. Drżał jej podbródek i próbowała się nie rozpłakać. Marzenie się spełniało. Tak bardzo potrzebowała jego silnych ramion, w których mogłaby znaleźć upragnione ciepło. Choć na chwilę, by przez ułamek sekundy żyć w pięknym złudzeniu, że wszystko się uda. Mediolan czekał.
- Możesz mnie przytulić? - zapytała nieporadnie. Objął ją mocno, a ona się rozpłakała. Całkowicie. Puściły hamulce. Jeszcze nigdy tak rozpaczliwie przy nim nie płakała, aż chwilami brakowało jej tchu. Musiała się oczyścić z trucizny strachu, która wyniszczała ją każdego dnia. 
   Dopiero, gdy się uspokoiła, całkiem wyczerpana, mogła zadać kolejne pytanie.
- Ale co masz zamiar zrobić dalej? Nie zostaniesz w Warszawie.
     Ujął jej drobniutką dłoń w swoje.
- Przegrałem ten sezon. Nie mogę przegrać ciebie.
Złożył czuły pocałunek na jej czole. Zacisnęła palce na jego koszulce. Bolało. Wymarzona chwila bolała bardziej, niż się spodziewała. Przymknęła oczy i ostrożnie kołysana przez Ondreja, powoli zasnęła. A on długo trzymał ją w ramionach, aż pojawili się jej rodzice. Przepraszał ich, tak bardzo nieskładnie, bo starał się powstrzymać napływające łzy. Zrozumieli. Wciąż w szoku dziękowali mu, że troskliwie się nią zajął. Widzieli tą miłość. Najczystszą, we łzach Ondreja, w nikłym uśmiechu Jagody, która spała. Zasługiwali na bycie szczęśliwymi.
__________________________________________________________________
Tak. Nareszcie.

2 komentarze:

  1. Nareszcie jesteś Ty i jest rozdział. Rozdział genialny, cudowny, naprawdę :) To co się w nim działo troche mnie zszokowało, ale końcówka była świetna. Czekam na kolejne rozdziały tutaj :)
    P.S jest to jedno z moich ulubionych opowiadań zdecydowanie ♥

    OdpowiedzUsuń
  2. Przepraszam za Spam, ale podobno reklama-dźwignią handlu :)
    'Zamierasz. Tylko on poznał całą prawdę. Chcesz go zawołać, ale jego imię zamiera ci na malinowych wargach.' Zapraszam na zagubionych. Z Poznaniem w tle :)
    Lette
    www.bledne-drogi.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń