sobota, 8 listopada 2014

rozdział siódmy: ktoś pomieszał moje leki

    Czas mijał im szybko. Kolejne dni upływały jednakowo, niewiele różniąc się od siebie. Szukał sposobu na odcięcie się od myśli, im bardziej chciał zapomnieć, tym bardziej wszystko do niego wracało.
Czuł się winny. Dopiero teraz dały o sobie znać wyrzuty sumienia zaczynał się zastanawiać, kiedy było lepiej - zanim się rozstali czy obecnie, kiedy rzekomo był wolny. Michał twierdził, że to nie jego wina,że tą sprawę powinno się rozpatrzeć na dwoje; nie mógł przyjmować całego ciężaru na siebie.
    To nie była jego wina, że... że nie umiał kochać jej jak wcześniej...?
    Cierpiał. Nie było w tym w zasadzie nic dziwnego, ale ból psychiczny zaczął rzutować na niego, jego wytrzymałość i wtedy zrozumiał, że zaczyna się równia pochyła.
   Nikomu nie chciało się wierzyć, że tak nagle podupadł na duchu. I kiedy udawał, że znów wszystko wróciło do normy, kiedy robił dobrą minę do złej gry, oni uspokajali się, że jest dobrze. Noc stała się jego najlepszą przyjaciółką. Nawet przy niej, pod jej cichą osłoną, w samotności wstydził się swoich łez.
***
     Jagoda przeniosła nieprzytomny wzrok na ekran telewizora i na moment aż oniemiała. Wynik meczu mocno ją zaskoczył, a nawet zaniepokoił. Burknęła pod nosem zlepek jakichś obraźliwych określeń i znów zamknęła oczy. Zanim jednak zdążyła usnąć na fotelu, rozbudziło ją kilkukrotne szturchanie w ramię.
- Dziecko, połóż się normalnie. Nic w ten sposób nie osiągniesz - poprosiła jej mama. Jagoda pokiwała głową i posłusznie, choć bardzo powoli skierowała się do swojego pokoju.
     Pościel była zimna, powietrze było zimne, wszystko okazało się zbyt chłodne. Westchnęła ciężko i przytuliła twarz do poduszki. Ogarnęła ją myśl, że dobrze byłoby mieć kogoś takiego, kto ogrzałby ją w taką właśnie noc, kto ukołysałby do snu, kiedy nerwy i zbyt długie rozmyślania nie pozwalały jej zasnąć. Ktoś, komu mogłaby zaufać.
      Przymknęła oczy i znów przypomniał się jej Ondrej. Znowu myśli uciekały się do stadionu na Łazienkowskiej, gdzie właśnie rozgrywał swój najgorszy mecz w barwach Legii.
Być może on nie wspomniał o niej ani razu przez ten czas. Ona zaś myślała bardzo dużo.
Uznała to za jakieś gorączkowe majaki, pobożne życzenia, do których bała się oficjalnie przyznać.
      Zanim usnęła, usłyszała jeszcze wrzask niosący się przez pół osiedla.
Legioniści wyrównali.
***
      Spotkali się przypadkiem. Wracała skądś, mocno zamyślona, trochę bledsza. Nie wiedział dlaczego, ale właśnie poczuł niepokój o tę jej pobladłą twarzyczkę, o nią całą. A kiedy podniosła na niego wzrok, ogarnęło go uczucie, jakie nie towarzyszyło mu od dawna.
Błogosławiony spokój.
    Jakże była zaskoczona. Przez chwilę wpatrywała się w niego, nawet nie drgnęła. Potem odetchnęła z trudem i już miał wrażenie, że widzi tą samą Jagodę, którą miał w pamięci. Nie odezwała się nawet słowem, choć pewnie miała tak wiele do powiedzenia. Atmosfera gęstniała z sekundy na sekundę i oboje myśleli, że zaraz się nią uduszą.
- Miło cię widzieć - powiedział w końcu, nieco nieśmiało.
Po jej twarzy przebiegł cień uśmiechu.
- Dobrze cię widzieć, Ondrej.
       Czterema słowami choć częściowo udało jej się wypowiedzieć kłębiące się w głowie myśli. Nie potrzebowała nawet zbyt wielu słów, wystarczyło jej to, że może go zobaczyć.
      Wyglądał na zmęczonego. W jego ślicznych, błękitnych oczach nie błyszczały iskierki radości.
Coś było nie tak. Zajęta własnym życiem, swoimi sprawami, uciekając przed ciężkimi myślami, nie zwracała uwagi na to, co działo się poza tym. A może po prostu bała się, że znowu coś zburzy jej świat? 
    Wbiła niepewne spojrzenie w czubki swoich balerin i cichutko westchnęła. Nie czuła się dobrze. Wręcz przeciwnie, marzyła tylko o szybkim powrocie do domu.
Musiał to zauważyć, bo gdy na jej bladej twarzyczce pojawił się cień cierpienia, to zaraz pojawił się obok niej.
- Wszystko dobrze? - zapytał, przenikliwie przyglądając się jej, aż na moment odwróciła wzrok, speszona jego bliskością.
- Nie - szepnęła bezsilnie - Ostatnio zgubiłam siebie.
     Uśmiechnął się niemrawo. Dlaczego z nią rozmawiał, skoro była mu w zasadzie obca? Nie umiał odpowiedzieć. Lubił jej obecność.
   Popatrzyła na niego nieśmiało, z uroczym zachwytem, aż poczuł to przyjemne ciepło, ogarniające go całego.
         Odprowadził ją do domu. Na tej samej ulicy, na której złamał jej serce, teraz powoli, zupełnie nieświadomie je sklejał. Z początku bojaźliwą rozmową godziła się, by znowu wszedł do jej myśli, do jej życia. Nawet zapomniała, że jest chora. Dzięki niemu.
        Świat choć trochę pojaśniał. Roześmiała się, słysząc jego pożegnanie. Lekkim gestem dłoni odpowiedziała na nie i zniknęła we wnętrzu kilkupiętrowego bloku.
      A kiedy wchodziła po schodach, zupełnie niespodziewanie zrozumiała bardzo dziwną rzecz. 
      Odnalazła zagubiony kawałek siebie.
_________________________________________________________________________
Znowu zawiodłam, przepraszam. Ma to jakiś sens? Ktoś tu jeszcze jest? 
Jeśli tak, to wiedzcie, że jesteście wspaniałe.
Trzymajcie się.

3 komentarze:

  1. Ja jestem i być będę, hej tutaj jest mój idealny Ondrej ( ze swoim równie idealnym przyjacielem *.*)
    Uwielbiam Twój styl pisania, potrafi przenieść w naprawdę inny świat i na długo po przeczytaniu jeszcze się w nim pozostaje!
    Tak bardzo czekałam na to ich spotkanie, na tą nieśmiałość, kilka wyszeptanych słów...
    Chora? Ale w jakim sensie? Czy mi coś umknęło?

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak obiecałam, tak też postanowiłam w końcu skomentować, chyba pierwszy raz, czy drugi, ale porządnie! Na Kalinka jeszcze zajrzę, ale tutaj postaram się coś sklecić, kompletnie na gorąco!
    Czytając ten rozdział - podobnie jak dziewczyna powyżej - przeniosłam się gdzieś kompletnie gdzieś indziej, do tego słuchałam "intro" z płyty mojej ukochanej wokalistki, więc odczucia są wręcz niesamowite!
    Nie mogę z tej świetniej przyjaźni Michała i Ondreja. Chciałabym mieć kogoś takiego u boku i mam nadzieję, że kiedyś Żyrko kimś takim dla mnie będzie (nic, nic). Taki + z innego rozdziału - serce zabiło mi szybciej, gdy przeczytałam o narzeczonej, bo yo, mam tak samo na imię haha.
    Jejku, nie mogę wyrobić ze słodyczy tego spacerku, był taki nieśmiały, no po prostu cuuud!
    Zastanawiam się także, czy czasem nie czytałam aż tak uważnie, bo nie trafiłam w poprzednich rozdziałach na informację o jej chorobie i - jejku - trochę się niepokoję.

    Powiem tak - wszystko ma sens, jeśli chcemy coś robić. I tak, mówi to osoba, która zniechęca się, gdy przy każdym kolejnym rozdziale ilość komentarzy topnieje. Ale cóż, możesz przypisać sobie jakieś zasługi, bo chyba i mi wena się pojawiła na Legię.
    PS: Fak dys! Podczas czytania leciał mecz z Pogonią i przegrywaliśmy! Mam nadzieję, że się spełni to samo, co w Pucharze Polski, tylko odrobinkę szybciej.
    I błagam, pisz tak jak teraz, bo masz tak wiele talentu, że mi po prostu brakuje słów!

    pozdrawiam, Ola x

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem i zamierzam pozostać do końca .

    OdpowiedzUsuń