niedziela, 30 listopada 2014

rozdział ósmy: tylko w tobie nadzieja

      Spotkali się po raz kolejny. Również przez przypadek, ale znów w parku, w tym samym miejscu, co i na początku sierpnia. Wcale nie musieli dużo rozmawiać, wystarczała im sama wzajemna obecność. Przypadkowo nawiązana znajomość powoli odbudowywała się.
   Jednak niektóre słowa, tak ważne i być może kluczowe więzły w gardle i nie sposób było jej wypowiedzieć.
Wiadomość o rozstaniu Onrdeja z Noriką mocno ją poruszyła. Na początku aż nie chciała w to wierzyć. Przecież kiedy ich widziała, wyglądali na tak szczęśliwych, zakochanych...
Teraz zrozumiała, dlaczego wyglądał na tak przygaszonego. Nie chciała  mówić mu pustych, oklepanych formułek. Wolała to przemilczeć.
Czas uciekał, a on wciąż nie mógł znaleźć formy sprzed kilku dobrych tygodni. Niepokoiło to niektórych, ale większość tłumaczyła go młodym wiekiem i częstymi wahaniami dyspozycji w tym momencie kariery.
- Czuję się jak... jak idiota. Nie umiem odpuścić tego, że tak ją skrzywdziłem - odezwał się nagle, a zaskoczona Jagoda uniosła brwi. Słowak po chwili zastanowienia kontynuował:
- Myślałem.. myślałem przez chwilę, że tak będzie lepiej. Szkoda, że dopiero teraz zrozumiałem, że się myliłem.
   Pokiwała głową w milczeniu. Od początku nie miał tu łatwo.
- A gdybyś znów miał wybór: zatrzymać Norikę czy pozwolić jej odejść... co być zrobił? Czasem lepiej pozwolić komuś odejść, nawet jeśli kocha się go i to rozstanie będzie boleć. Dla jego dobra.
      Chłopak poruszył się niespokojnie i podniósł swój niepewny wzrok na Jagodę. Miała w sobie tyle dobra.  Choć w zasadzie nie musiała się tym przejmować, to zwyczajnie chciała mu pomóc.
    Spróbowała się uśmiechnąć, choć zamiast tego wyszedł jej smutny grymas na twarzy.
- Naprawdę tak myślisz? - zapytał ze słabą nadzieją w głosie.
- Nie znam jej... ale może jest, a przynajmniej będzie szczęśliwa? Powoli, powinno być lepiej. Wam obojgu.
     Kiwnął głową. Nieśmiało podniósł na nią wzrok i przez chwilę patrzył jej w oczy. To wystarczyło.
- Dakujem pekne - powiedział powoli, obserwując, jak na jej twarzy pojawia się szczery uśmiech. Taki piękny.
- Nie ma za co. Ja też dakujem pekne za spotkanie - oboje roześmiali się. Niby nic. Niby tylko kilka słów...
    Na moment zapanowała cisza. Jednak nie ta nieprzyjemna, która przygniata swoją atmosferą, ale ta, która przepełniona jest radosnym napięciem.
- Spotkajmy się kiedyś - poprosiła nagle. Ucieszył się,
- Nie ma problemu - stwierdził - Może tutaj, jak zawsze?
 Przytaknęła. Zabrakło jej jednak odwagi, by zapytać go o numer telefonu czy o cokolwiek innego, dzięki czemu mogliby się skontaktować. Wyczuł to. Włożył jej w dłoń zwiniętą karteczkę. Zaśmiał się lekko na widok jej zaskoczonej miny. Zasalutował i pożegnał się. Rozeszli się, choć ich myśli jeszcze długo były przy tamtej ławeczce w parku.
***
    - Jest lepiej - usłyszał nagle.
Odwrócił się powoli i zmrużył oczy. Słowa Żyry mocno go zaskoczyły. Lepiej z czym?
- Z tobą - dodał Polak, tak jakby czytał w jego myślach. 
Ondrej skinął głową.
- Być może...
- Nie być może. Ja to widzę. Wracasz... - oznajmił spokojnie Michał. Duda milczał, analizując słowa przyjaciela.
Czy on miał rację? Nie wiedział. Ale odczuwał pewną zmianę, tak jakby świat okazał się łaskawszy i ból rozstania ustał.
    Uśmiechnął się słabo.
- Może masz rację - stwierdził ostrożnie.
- Coś mi się wydaje, że potrzebna będzie powtórka z rozrywki. Chyba przyszedł czas na dalszą część historii.... - powiedział  przekornie Michał i oboje się zaśmiali. Szczerze. Jak dawniej.
***
  Aria przetarła dłońmi twarz/. Nie miała już siły, by dłużej ćwiczyć grę na gitarze. Przymknęła oczy. przyjemny błogostan przerwał jej natarczywy dźwięk pukania. Przez moment nie wiedziała, czy to tylko jej się śni, czy dzieje się naprawdę. Westchnęła ciężko i kiedy jednak cisza nie nastała, niechętnie podniosła się i otworzyła drzwi.
  Niewielka złość na twarzy Jagody zniknęła niemal natychmiast, kiedy zobaczyła, w jakim stanie była jej przyjaciółka.
- Obudziłam cię?
    Włoszka burknęła coś niezrozumiałego, co najpewniej miało być zaprzeczeniem i wpuściła ją do środka.
- Co chciałaś? O co chodzi? - zapytała, mrużąc oczy.
   Jagoda otworzyła usta, by coś powiedzieć, ale zaraz je zamknęła. W zasadzie, to nie wiedziała, po co przyszła.
Po prostu chciała spędzić z przyjaciółką trochę czasu. Usłyszeć, że jest lepiej, niż wcześniej, że coś się zmieniło, na lepsze.  Spuściła wzrok.
    Ariana, tknięta dziwnym przeczuciem, usiadła wygodniej i dokładnie przyjrzała się Polce. Ta nieśmiało podniosła wzrok i delikatnie uśmiechnęła się.
    Dopiero wtedy dostrzegła niepokorny blask w oczach blondynki i w jednej chwili rozbudziła się całkowicie. Uniosła wysoko brwi.
- Zakochałaś się! Nareszcie... - pisnęła radośnie, aż Jagoda roześmiała się. Przekrzywiła głowę.
- Spotkałam się z Ondrejem. Spotkałam - powtórzyła ostatnie słowo bardzo dokładnie.
Jakkolwiek źle wyglądała sytuacja jej przyjaciółki, kiedy nie widziała Dudy niemal miesiąc, tak teraz widziała, jak wielka zmiana nastąpiła w jej zachowaniu. Cieszyła się. Wreszcie miała przed sobą prawdziwą Jagodę - jeszcze tą sprzed sierpnia, kiedy zdarzyło się tyle rzeczy. Prawdziwe emocjonalne eldorado. Miała prawo być wykończona psychicznie, a teraz wyraźnie nabierała sił.
Wyciągnęła ku niej ręce i obie mocno się przytuliły. Ich śmiech wypełnił całe mieszkanie.
- Widzisz? - zaczęła nagle Włoszka - Warto było. Jesteś teraz szczęśliwsza, prawda?
    Pokiwała głową. Nie usłyszała nic przesadnie mądrego, ale samo wsparcie dodawało jej wiary w lepszą przyszłość.
Nie, nie miała nic obiecanego. Nadal Ondrej był tylko przypadkowo spotkanym chłopakiem, choć ich więź stanowczo zacieśniła się.
  Ich wszystkich czekała jeszcze długa droga, wcale nie łatwa, ale silni sobą, zawsze stawali i walczyli. Do końca. Splendor zwycięzcy wymagał poświęcenia. Dobrze o tym wiedzieli.
________________________________________________________________
Przepraszam.
Kolejny raz zawiodłam. Ale chyba przyszedł czas, żeby powiedzieć wprost: ja nie mam pojęcia, co pisać dalej. To samo jest z Leną i Bartkiem. Zaczął się skoczny sezon i znów mnie ciągnie do pisania. Ale skocznego. Niestety. Czasami mam wrażenie, że jeśli w ogóle umiem pisać, to tylko o skokach...
Jesteście takie wspaniałe.
Trzymajcie się.

#GetWellSoonAndi
#GetWellSonnAnze

2 komentarze:

  1. Nie mam nic przeciwko skocznemu pisaniu, ba uwielbiam je :-) równocześnie Warszawski sen jest niesamowity i jedyny w swoim rodzaju. Mam nadzieję, że nie przestaniesz go kontynuować.
    Pozdrawia
    N.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja tutaj z takim poślizgiem! o.O Do mojego ukochanego Ondreja? Zła Milena, niedobra Milena. Tak naprawdę przeczytałam od razu, ale ogarnięcie czegokolwiek do matury próbnej, nawet przeglądniecie trzech lat zabiera trochę czasu, którego mi brak, który mi umyka ;O
    Moje serce się radowało i rosło, jak czytałam o ich spotkaniu, takim niewinnym, niby nic nieznaczącym, zwykłym, prostym, ale jednak coś zmieniającym. To niesamowite w jaki sposób prostotę umiesz uwznioślić, nadać wyższą rangę i to z taką magią i lekkością. Uwielbiam Twój styl, Twojego Ondreja i Jagodę i czekam z niecierpliwością co będzie dalej! Oj Żyruś, tylko nie alkoholizuj tam tak bardzo Dudy!
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń