Mecz w Aktobiańsku zakrawał na tragikomedię lub inny absurd pokroju Monty Pythona. Począwszy od niemiłosiernych upałów, gdzie w momencie rozpoczęcia spotkania temperatura przekraczała 35 stopni, przez grę Legionistów po zdobyciu gola, regularną rozrubę... między kibicami Aktobe i starciu z wojskiem, a kończąc na jakości transmisji w telewizji.
To był krok w stronę fazy grupowej Ligi Europejskiej, choć wszyscy wiedzieli, że mecz w Warszawie wcale nie jest czystą formalnością, tylko trzeba będzie jeszcze trochę powalczyć o awans.
Powrót do Polski nie obył się bez incydentów, kiedy kibole Aktobe obrzucili hotel Legionistów kamieniami. Wszyscy, choć starali nie zwracać na to uwagi, byli wstrząśnięci biedą w odwiedzonym mieście, a przecież część z nich pamiętała swoją ojczyznę za czasów Republik Ludowych. Ale to była przeszłość. Mieli przed sobą całkiem kolorową przyszłość i teraz na niej powinni się skupić.
***
Kibice czekali na to spotkanie. Nie mogli się doczekać momentu pokazania oprawy. I nie obchodziły ich nawoływania dziennikarzy. Cały czas nosili w sobie ten ból, ból decyzji o walkowerze i chcieli się za to upokorzenie choć trochę odegrać.
Wielka sektorówka i baner z wymownym hasłem czekały na swój moment. A kibice? Oni pewni byli jednego - dwudziestego ósmego sierpnia na Łazienkowskiej zapowiadało się niezłe piekiełko.
Zawodnicy odpoczywali i trenowali, twitter godnie zadbał o dobrą frekwencję na meczu, wymyślając akcję #AktobeTicketChallenge, a niektórzy wciąż świętowali awans Mariboru do Ligi Mistrzów. Po prostu.
Futbol wygrał.
***
Aria zmierzyła Jagodę krytycznym wzrokiem.
- Jaga, my sweetheart, dlaczego ty się tak wystroiłaś... jak szczur na otwarcie kanału?
Blondynka prychnęła.
- Nie mów tak do mnie - burknęła - A poza tym, to wyglądam normalnie.
Nawet nie spojrzała w jej stronę, tylko ze stoickim spokojem dokańczała makijaż. Włoszka przekrzywiła głowę.
Nie mogła tak po prostu uwierzyć, że Milewicz robi to bez powodu. Znała ją wystarczająco długo, by stwierdzić, że coś jest nie tak.
- Dla kogo? - zapytała spokojnie. Jagoda odwróciła się powoli i uniosła wysoko brwi. Nawet przez chwilę nie pomyślała, że robić to dla kogoś. Na przykład dla niego. Aż do tej chwili. I to nagle zmieniło postrzeganie całej sprawy.
- Dla nikogo. I dla wszystkich.
Chciała w to wierzyć, ale nie potrafiła już wyzbyć się uczucia, że chciałaby, by Duda choć przez chwilę na nią spojrzał.
On tak ślicznie na nią patrzył.
***
Doping. Krzyki. Dym. Jaskrawość odpalonych rac. Doping. Ogłuszający, porywający, pełen pasji. To było dla niej zbyt nierealne, nie mogła uwierzyć, że to się dzieje naprawdę i że ona bierze w tym udział. Też zdzierała gardło wraz z tysiącami innych kibiców. Zerknęła przelotem na pobladłą twarz towarzyszki i przypomniała sobie jej słowa, wypowiedziane prawie dwa lata wcześniej. Zobaczysz, jeszcze zrobię z ciebie ultrasa - mówiła z wielką wiara i zapałem. Taką, jakiej wtedy potrzebowała. Przez pierwszy rok po przyjeżdzie Warszawa wcale nie była takak piękna.
A teraz kibicowała Legii na Żylecie. Spełniało się jej kolejne marzenie. Jagoda uznała reszcie, że może. I że powinna. Być może.
***
Wygrali. przez chwilę myślał, że udławi się tą ulgą. Ostatnie 20 minut przypominał raczej zwykłą kopaninę niż coś w rodzaju europejskiego stylu, ale on też nie mógł w pełni na to zaradzić. Trener zdjął go z boiska przed końcem, a wpuścił Saganowskiego.
Gdzieś w sercu pozostało ziarno niepokoju. Bał się, że mogą jeszcze nielitościwiej odrzeć ich z marzeń, ale to był już zdecydowanie irracjonalny strach. ten awans wywalczyli w pełni uczciwie na boisku. Tego nie mogli im zabrać.
Dziennikarze mówili, że to Legia bardziej potrzebuje UEFA niż UEFA Legii. Teraz szanse były wyrównane - gdyby znów ukarali warszawski klub w podobny sposób, to musieliby liczyć się poruszeniem środowiska na o wiele większą skalę. Z prawdziwym powstaniem.
Cieszyli się z awansu. Radość była co najmniej oczywista, ale i tak z tyłu głowy świtała myśl, że tonie tut powinni zagrać. to były chwilowe impulsy, ale wciąż bolały, przytykały oddech. Malutkie szpileczki, wbijane po kolei, po jednej, bo szpileczkami bardziej boli.
Wrócił do domu. Jeszcze nigdy nie czuł się w nim tak obco jak w tamtej chwili. kiedy pozostali koledzy zdrużyny świetowali zwycięstwo z narzeczonymi lub żonami, on mógł co najwyżej popatrzeć na kładącą się spać Warszawę.
Sam.
Daleko, gdzieś w Słowacji, czekał na niego dziewczyna/ Widzieli się całkiem niedawno, ale w takich chwilach po prostu chciał mieć kogoś obok siebie, z kim mógłby porozmawiać, odeprzeć swoje obawy, zagłuszyć ciszę dudniąca w uszach, po spędzeniu kilku godzi w takim hałasie.
Wyszedł na balkon i osrożnie oparł się o balustradę. Powietrze było rześkie i przejmująco chłodne. Wdychał je z lubością. Przyjemnie kontrastowało ze zmęczeniem, które go ogarniało.
Znów to poczuł. To słodko-gorzkie uczucie, które przepełniało go całego.Tak jakby serce rwało mu za czymś, uciekało się do czegoś, czego nie miał, czego mu brakowało.
Tęsknił za miłością.
***
Stadion opuszczali dziwnie leccy. Ciężar ostatnich tygodni opadł i odetchnęli wreszcie. nie bali się kar za race. Teraz mieli swoje święto.
Jagoda niemal wybiegła skocznym krokiem z Pepsi Areny. Aria dołączyła do niej z lekkim opóźnieniem, wciąż trochę oszołomiona, ale szczęśliwa.
śmiały się. Szczerze, głośno, z całego serca. Pierwszy raz od trzech tygodni.
Nawet nie przeszkadzało jej zimno. pociągnęła za sobą Włoszkę i mimo dośc późnej pory ruszyła przed siebie. Do domu wcale nie było daleko. A spacer przed snem dobrze robił, na uspokojnie. Z przyjaciólmi szczególnie.
Futbol wygrał.
____________________________________________________________
Przepraszam. Chyba po prostu nie miałam czasu.
Trzymajcie się.
Fajny rozdział tylko ja się pytam czemu taki krótki??? Ale ogólnie tak tak tak kocham czytać o Legii:-) mój komentarz jest do bani, wiec powiem tak: życzę weny i serdecznie pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńNata